Monday, May 28, 2007

Mieszkać w USA i mieć męża w Paryżu...

...to w sumie fajna sprawa - stwierdziła moja Żona - Kiedy ja przylatuję zza oceanu i śpię dłużej znużona jet-lagiem, to po przebudzeniu już czeka na mnie fajne francuskie śniadanko. Z kolei kiedy Ty przylatujesz do mnie, to Ciebie dopada jet-lag. Wtedy budzisz się znacznie wcześniej i przygotowujesz śniadanie. Pieczesz gofry, kroisz truskawki. Fajnie!

Hmmm... Ciężko się nie zgodzić. Od siebie mogę dodać, że jest jeszcze jeden plus posiadania męża w Paryżu. Zakupy. Choć w sumie dla kobiet jest to pewnie tak oczywiste, że nie warto o tym nawet wspominać.

No comments: